Głównym grzbietem Karkonoszy – część I

Głównym grzbietem Karkonoszy – część I

ZE SZKLARSKIEJ PORĘBY DO SCHRONISKA ODRODZENIE

GRZBIETEM ŚLĄSKIM

DZIEŃ 1

Zew Karkonoszy

Gdy podczas wakacji 2018 zdobywaliśmy Śnieżkę, coś między mną a Karkonoszami, jak się to mówi, zaiskrzyło. Co? Trudno powiedzieć. Może to, że są tak inne niż Beskidy i Tatry, po których chodzę najczęściej. A może to Duch Gór, legendarny pan i władca Karkonoszy maczał w tym swoje palce 😉 . Coś w te okolice ciągnie także nasze dzieci, ponieważ zgodnie (jak nigdy) oświadczyły, że wakacje 2019 chcą spędzić na Camp 66. I jak to zwykle bywa na Dolnym Śląsku, każdy znalazł tu coś dla siebie; zarażona Karkonoszami starszyzna – górskie szlaki, Janek – minerały, a Ania – warsztaty ceramiczne.

Ze Szklarskiej Poręby do Karpacza

Tym razem wypad w góry był dwudniowy. Trasa już od dawna chodziła mi po głowie; chciałam przejść głównym grzbietem Karkonoszy, ze Szklarskiej Poręby do Karpacza.

Największym logistycznym wyzwaniem okazało się znalezienie noclegu. Na tym odcinku Głównego Szlaku Sudeckiego schronisk jest sporo, ale gdy dzwoniłam w maju, prawie w żadnym nie było już wolnych miejsc noclegowych na przełomie lipca i sierpnia. Wolny pokój upolowałam dopiero w Odrodzeniu i ta zaklepana kwatera zdeterminowała ostatecznie kształt naszej marszruty. 

Byle wyleźć na grzbiet tych Karkonoszy…

Do Szklarskiej Poręby z Camp 66 (w Ścięgnach koło Karpacza) dojechaliśmy autobusem PKS. Dla młodszej części ekipy była to pierwsza w życiu podróż PKSem 🙂 .

Oczekujemy na autobus PKS do Szklarskiej Poręby.

Z centrum Szklarskiej wystartowaliśmy z buta do wodospadu Kamieńczyka. Tam zrobiliśmy sobie pierwszy dłuższy postój na regenerację i podziwianie największego wodospad w polskich Karkonoszach.

Pod schroniskiem Kamieńczyk.

Zaopatrzeni w kaski zeszliśmy po ażurowych podestach wgłąb wąwozu, którym pędzi potok Kamieńczyk.

Wodospad Kamieńczyka.

Ze względu na wczesną porę mieliśmy wodospad praktycznie tylko dla siebie. Atmosferę podkręcała świadomość, że to własnie tu kręcona była ekranizacja drugiej części Opowieści z Narnii: Książę Kaspian S.C. Lewisa. A to jedna z ulubionych lektur Ani! Pomiędzy stromymi ścianami wąwozu, u stóp trzech spadające z 27 m kaskad poczuliśmy się naprawdę jak w baśni.

Wyczerpujące podejście na Szrenicę.

Każda bajka ma jednak swój koniec i gdy wyszliśmy już z wąwozu, przyszedł czas na dosyć mozolną wspinaczkę na Szrenicę. W Karkonoszach zawsze zadziwiają mnie ścieżki – misternie ułożone z dopasowanych do siebie kamieni. Tym razem szliśmy po „kocich łbach”, łatwo nie było… Ale w schronisku na Hali Szrenickiej, naszym wieloletnim już zwyczajem, zrekompensowaliśmy sobie ten wydatek energetyczny. Była i kawunia z szarlotką i fryty, a nawet orzeźwiający napój chmielowy. Dla każdego coś miłego 🙂 . Ostatecznie zdecydowaliśmy, że ominiemy dołem szczyt Szrenicy, gdyż odstraszył nas tłum walący z górnej stacji wyciągu w tamtą stronę.

Schronisko na Hali Szrenickiej.

Odbiliśmy więc na zielony szlak, dzięki czemu zobaczyliśmy skałki o nazwie Końskie Łby, a także gołoborza i pokrywy blokowe poniżej szrenickiego schroniska.

Końskie Łby.

Na główny grzbiet Karkonoszy wkroczyliśmy przy Trzech Świnkach.

Potem było już z górki, albo raczej prawie płasko

Gdy już wygramoliliśmy się na te 1400 m n. p. m., szło się znacznie łatwiej. Grzbiet Śląski (zachodnia część głównego grzbietu Karkonoszy), którym wędrowaliśmy, jest długim w miarę płaskim wałem, z którego łagodnie wyrastają poszczególne szczyty. Było prawie spacerowo. Szliśmy wygodnymi, szerokimi ścieżkami,  wzdłuż granicy polsko-czeskiej, raz po jednej, raz po drugiej stronie. Dłuższy postój zaliczyliśmy przy Twarożniku. No bo kto oparłby się pokusie wydrapania się na skałkę o tak zachęcającym do tego kształcie i dotknięcia najwyżej położonego na szlaku słupka granicznego?

Gdy minęliśmy już okryty kolorowymi porostami i przypominający grzbiet spinozaura wierzchołek Łabskiego Szczytu (1471 m n. p. m.), w oddali zamajaczyła przed nami charakterystyczna sylwetka przekaźnika radiowo-telewizyjnego nad Śnieżnymi Kotłami.

Kiedyś było tu schronisko. Ostatnio podobno pojawił się projekt jego reaktywacji. Wyobrażacie sobie takie widoki z okna ?!

Śnieżne Kotły – wielkie wow!

Przy skałkach o ciut upiornej nazwie Czarcia Ambona stanęliśmy jak wryci. Trochę z respektu przed stromym urwiskiem, które rozciągało się pod naszymi stopami, ale przede wszystkim z wrażenia. Planując naszą wycieczkę widziałam wiele zdjęć tego miejsca, ale żadne z nich (nasze niestety też!) nie oddaje, tego co właśnie ujrzeliśmy. W słowa też trudno to ująć. Dwa bliźniacze, półkoliście wrzynające się karkonoski grzbiet, przepaściste zagłębienia zwane fachowo karami lub kotłami polodowcowymi. Brzmi drętwo, prawda? To trzeba po prostu zobaczyć i poczuć!

Po bardzo długie sesji zdjęciowej Kotłów i leżących na ich dnie Śnieżnych Stawków ruszyliśmy dalej w stronę naszego, jak to określiła Ania, schroniska… Ocalenie.

Ocalenie!

Było to co prawda przejęzyczenie, ale znamienne. Trochę w nogach już mieliśmy i zmęczenie zaczynało nam się dawać we znaki. Trzeba było jednak jakoś na nocleg dotrzeć. Dreptaliśmy więc wytrwale mijając po drodze Wielki Szyszak, Śmielec, Czeskie i Ślaskie Kamienie, które dla naszych południowych sąsiadów są kamieniami męskimi i dziewczęcymi.

Troszkę pogubiliśmy drogę przy Petrovej Boudzie, ponieważ ze względu na remont schroniska jest tam lekkie zamieszanie z oznakowaniem szlaków. W końcu dotarliśmy do Oc.., przepraszam, Odrodzenia.

Po sutym obiedzie poprawionym deserem humory się wszystkim poprawiły i wykrzesaliśmy jeszcze trochę sił na podziwianie zachodu słońca z tarasu schroniska. A potem pomaszerowaliśmy grzecznie do spania, bo kolejnego dnia czekała na nas karkonoska królewna – Śnieżka.

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Nasza trasa. Dzień 1.

Szlakiem czerwonym: Szklarska Poręba – Szklarska Poręba Huta – Rozdroże pod Kamieńczykiem – Schronisko Kamieńczyk – Schronisko Hala Szrenicka. Szlakiem zielonym: Hala Szrenicka – Szrenicka Skała – Trzy Świnki. I znowu czerwonym: Trzy Świnki – Mokra Przełęcz – Czeska budka – Mały Śnieżny Kocioł – Śnieżne Kotły – Pod Wielkim Szyszakiem – Czarna Przełęcz  – Petrova Bouda – Przełęcz Karkonoska – Schronisko Odrodzenie

Nasza trasa. Dzień 2.

Dojazd z Karpacza do Szklarskiej Poręby

Skorzystaliśmy z autobusu PKS Tour Jelenia Góra. Połączenie bezpośrednie (w okresie letnim). czas przejazdu ok 45 minut. Cena biletu: 12 zł/os (lipiec 2019). 

Wodospad Kamieńczyka

Wodospad Kamieńczyka Wodospad Kamieńczyka można oglądać bezpłatnie z góry, spod schroniska Kamieńczyk. Zdecydowanie warto jednak podejść do niego od dołu. Wejście do wąwozu jest płatne. Szczegóły tu. Posiadacze Ogólnopolskiej Karty Dużej Rodziny wchodzą bezpłatnie.  

Do wodospadu schodzi się po stromych schodach i ażurowych platformach. Osoby z lękiem przestrzeni mogą mieć z tym kłopot. Zdarzały się przypadki, że ze ścian wąwozu odrywały się kamienie. Dlatego zwiedzający obowiązkowo zakładają kaski (wielokrotnego użycia…).

Wejście do Karkonoskiego Parku Narodowego

Bilety wstępu do Karkonoskiego Parku Narodowego wykupuje się pod schroniskiem Kamieńczyk. Posiadacze Ogólnopolskiej Karty Dużej Rodziny wchodzą bezpłatnie.

Śnieżne Kotły

Są absolutnie wspaniale, ale osoby z lękiem przestrzeni mogą tego zachwytu nie podzielać. Od przepaści odgradza nas tam tylko łańcuch lub barierka. Oczywiście nie ma obowiązku zbliżania się do krawędzi kotła, można go obejść szerokim łukiem.

Schronisko PTTK Odrodzenie na Przełęczy Karkonoskiej

Korzystaliśmy z noclegu w 4 osobowym apartamencie (z dostawką) z łazienką. Było naprawdę luksusowo. Koszt 1 noclegu: 220 PLN (lipiec 2019).

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *