Wrocławskie krasnale ratują rodziców!

Wrocławskie krasnale ratują rodziców!

BEZSTRESOWE ZWIEDZANIE WROCŁAWIA

Wrocławskie krasnale – sprzymierzeńcy zwiedzających rodziców

Gdy w latach osiemdziesiątych XX w. lider Pomarańczowej Alternatywy, Waldemar Major Frydrych, kreślił  na ścianach wrocławskich budynków pierwsze postacie krasnali, nie miał z pewnością pojęcia o tym, jak bardzo ułatwi kiedyś życie rodzicom małych turystów. Wrocławskie krasnale, cyniczny symbol opozycji, w czasach komunizmu często gościły na murach dolnośląskiej stolicy. Szczególnie lubiły pojawiać się na tle zamalowanych przez milicję antysystemowych napisów.   Po 1989 r. zeszły do podziemia. Ponownie wyszły z ukrycia dopiero w XXI w. i natychmiast zaprzęgnięto je  do pracy na rzecz promocji miasta. Ta robota widać im się spodobała i rozpleniły się po Wrocławiu w ekspresowym tempie. I bardzo dobrze! Bo dzieci w poszukiwaniu skrzatów, sprytnie ukrywających się w pobliżu największych wrocławskich atrakcji, przeciągną rodziców po całym mieście. A że przy okazji pozwolą nam w spokoju i bez „nudzi mi się” pooglądać to i owo… Plus dla nas!

Nauka topografii z krasnalami

Nasza córka, gdy tylko zauważyła pierwszego krasnoludka, zapragnęła zobaczyć je wszystkie. Początkowo  wyszukiwała skrzaty używając aplikacji na smartfonie. Niebawem jednak zobaczyła na witrynie sklepowej tradycyjną, papierową mapę, uznała, że z taką będzie jej wygodniej i zażądała jej zakupu. Nie protestowaliśmy 🙂 . Bo taka forma poszukiwania małych gnomów była jednocześnie praktyczną nauką orientowania mapy i znajdowania odpowiedzi na nasze ulubione pytanie –  „a daleko jeszcze?”

W ten oto sposób, dzięki krasnoludkom, udało nam się dotrzeć do wszystkich pozycji na naszej wrocławskiej bucket list.

Wrocławskie krasnale w okolicach Rynku.

Wrocławskie krasnale zapraszają na Rynek!

Zatrzęsienie skrzatów na Rynku i Placu Solnym sprawiło, że mieliśmy sporo czasu, by delektować się widokiem ratusza i uroczych kamieniczek, pomnika Fredry i fontanny Zdrój.

Ratusz we Wrocławiu.
Kamieniczki na Placu Solnym.
Kamieniczki na wrocławskim Rynku.
Fontanna Zdrój na wrocławskim Rynku.

W poszukiwaniu WrocLovka, Śpiocha i Pożarków dotarliśmy także do słynnych wrocławskich kamieniczek o bajkowo brzmiących imionach – Jaś i Małgosia oraz do leżącej tuż za nimi XIV-sto wiecznej Bazyliki Elżbietańskiej (kościół garnizonowy pw. św. Elżbiety Węgierskiej).

Przegapiliśmy niestety jeden jej z najcenniejszych zabytków – gotyckie sakramentarium Jodocusa Tauchena, które ukryło się za rusztowaniami i folią malarską. Na szczęście nie uszły naszej uwadze pięknie rzeźbione epitafia.

Wydrapaliśmy się także na wieżę fary, skąd próbowaliśmy wypatrzeć kolejne wrocławskie krasnale. Niestety było zbyt wysoko, by je dojrzeć, ale za to poogladaliśmy wrocławskie stare miasto z lotu ptaka.

Widok na wrocławski rynek z wieży bazyliki św. Elżbiety.

Stare Jatki – królestwo krasnala Rzeźnika

Krasnal Rzeźnik.

Spod bazyliki wyruszyliśmy w stronę uniwersytetu, ale po drodze  natknęliśmy się na niezwykle klimatyczne miejsce – pasaż pomiędzy ulicami Kiełbaśniczą i Odrzańską. Kiedyś w tym miejscu były miejskie jatki. Przypomina nam o tym krasnal Rzeźnik. Dziś po kramach rzeźniczych nie ma tam już śladu, ich miejsce zajmują małe pracownie artystyczne oferujące rękodzieło. Pasaż ma swój klimat, aż szkoda, że nie ma tu kawiarenki, w której można by na chwilę przycupnąć.

Wizytówką Starych Jatek jest także pomnik Ku czci Zwierząt Rzeźnych. Jest on dziełem otwartym. Pierwsze zwierzaki; gęsi, kozy i prosiaki zagościły tu w 1997 r. Kaczka, kogut i królik dołączyły później. Jako ostatni przybył w 2017 r. cielak. Może za jakiś czas zobaczymy tu jeszcze inne zwierzaki, które odwiedzane będą przez wdzięcznych konsumentów.

Pomnik ku Czci Zwierząt Rzeźnych. Stare Jatki, Wrocław.

Na Uniwersytecie – z wizytą u Pargrafka, Profesora i Szermierza

W poszukiwaniu kolejnych krasnali dotarliśmy pod Uniwersytet Wrocławski.

Uniwersytet Wrocławski.

Uczelnia jak uczelnia – pomyślałam. Kiedy jednak weszliśmy do Oratorium Marianum i Auli Leopldina zaniemówiłam z zachwytu. Oratorium – dawniej kaplica maryjna, dziś sala koncertowa – jest ozdobione XVIII-sto wiecznymi freskami przedstawiającymi życie Najświętszej Maryi Panny autorstwa Johanna Christopha Handkego z Ołomuńca. Sala została mocno doświadczona podczas przetaczających się przez Wrocław konfliktów zbrojnych. W czasie wojen śląskich urządzono w niej lazaret. Ucierpiała także podczas bombardowania w 1945 roku. Na szczęście udało się ją odbudować, zaś freski na podstawie zachowanych fotografii odtworzył w 2014 r. Christoph Wetzel.

Oratorium Marianum.
Wejście do Aula Leopoldina.

Leopoldnina to kolejna barokowa perła Uniwersytety Wrocławskiego. Bogactwo zdobień i ich symbolika przyprawiają tu o zawrót głowy. Jako pierwsza rzuciła nam się w oczy apoteoza Bożej Mądrości – fresk na sklepieniu w środkowej części sali. Zwróciliśmy również uwagę na namalowane w niszach okiennych postacie wybitnych filozofów i retoryków: Archimedesa, Platona i Arystotelesa. Nie sposób było nie spostrzec, wyrzeźbionej przez Mangodta, figury fundatora uniwersytetu cesarza Leopold I Habsburga. Próżno szukać u niego habsburskiej szczęki (oznaki prognatyzmu). Jest przepiękny i godny.

Siedzi na tronie nad podium w towarzystwie dzierżącej ul i laskę Industrii (Pracowitości) i opartego o księgę Consilio (Namysłu, Roztropności). Pod jego stopami płaszczą się niegodne cesarskiej uwagi uniwersyteckie czarne owce – skrzywiona Discordia (Waśń, Niezgoda) i ośloucha Stultita (Głupota). Co by jednak nie powiedzieć, wszystkie cztery otaczają władcę…

Aula Leopoldina.
Aula Leopoldina - rzeźba Leopolda I Habsburga.

Przed opuszczeniem auli zasiedliśmy w drewnianych lożach i poczuliśmy się jak profesorowie! Może to dobra wróżba, która kiedyś się spełni? Zwiedziliśmy jeszcze Muzeum Uniwersyteckie, wdrapaliśmy się na Wieżę Matematyczną i poszliśmy dalej, by zobaczyć Halę Targową i Ostrów Tumski. Tam również doprowadziły nas wrocławskie krasnale.

Na herbatce u Yunnanka

Idąc w kierunku Hali Targowej napotkaliśmy krasnala Ossolinka, miłośnika książek i wiedzy, opiekującego się zbiorami Ossolineum.

Pokierował nas do Hali Targowej, która jest zabytkiem zupełnie innej kategorii niż te, które oglądaliśmy do tej pory. To żelbetowy modernizm i tętniący życiem zabytek użytkowy. Z wiktuałów można tu kupić chyba wszystko – od moroszek po jamon iberico.

Wrocław - hala targowa.
Wrocław - hala targowa.

Co odważniejsi mogą również skorzystać z oferowanych tu usług 😉

Wrocław - hala targowa.

Naszym No. 1 w hali jest jednak Herbaciarnia Targowa. Do lokalu zaprasza krasnal Yunnanek.

Krasnal Yunnanek.

Gdy weszliśmy do środka, cofnął się czas! Znaleźliśmy się w pełnym bibelotów babcinym saloniku. No ewentualnie mogłoby być to lokum Bilbo Bagginsa 🙂 . Zapadliśmy się w fotelach i zachwyciliśmy się klimatem tego miejsca – stare samowary, ozdobne cukiernice, misternie zdobione porcelanowe filiżanki, dzbanki i dzbanuszki ustawiane na ręcznie dzierganych, ażurowych serwetach… Przestudiowanie karty herbat, kaw i czekolad zajęło nam chyba z dziesięć minut! Były pyszne, podobnie jak serwowane do napojów ciasta.

W Herbaciarni Targowej.

Żal było wychodzić, ale tego dnia mieliśmy jeszcze w planach Ostrów Tumski.

Krasnale z Ostrowa Tumskiego

Być we Wrocławiu i nie zahaczyć o Ostrów Tumski, to jak być w Rzymie i nie widzieć papieża. Poszliśmy więc, a każdy z nas miał po temu inne powody. Ania chciała odszukać Pracza Odrzańskiego, Sprawiedliwiusza, Gazusia i Kapitańskie Bliźniaki. Jasia najbardziej interesowała katedra św. Jana, Tata liczył na chwilę wytchnienia w Ogrodzie Botanicznym, a ja miałam nadzieję, że zostaniemy do zmroku i zobaczymy rytuał zapalania gazowych latarni ulicznych. Przeszliśmy przez most, obwieszony kłódkami „gwarantującymi” wieczną miłość i znaleźliśmy się na Ostrowie, który, wbrew swej nazwie, dzisiaj już wyspą nie jest.

Most Tumski.

Szybko znaleźliśmy skrzaty i skierowaliśmy się do archikatedry. Bez wątpienia jest ona wybitnym przykładem gotyckiej architektury sakralnej, nas jednak najbardziej zaintrygowała kamienna głowa tkwiąca w jej murze od strony Odry. Wyjaśnienie tej niecodziennej dekoracji przyniosła nam jedna z wrocławskich legend. Głowa należy do czeladnika Henryka, który podpalił warsztat swojego mistrza, gdy ten nie oddał mu swojej córki za żonę. Gdy mściwy zalotnik, patrzył z wysokości murów katedry na pożar, którego był sprawcą, ściany kościoła uwięziły go na zawsze.

Otrząsnąwszy się z tej mrocznej historii poszliśmy jeszcze do Ogrodu Botanicznego, gdzie Tata znalazł upragnioną chwilę wytchnienia, a ja z Anią kolejne skrzaty – Kierownika i Ogrodnika!

Widok na Katedrę św. Jana z ogrodu botanicznego.
Ogród botaniczny we Wrocławiu.

Nie udało nam się tylko doczekać na wrocławskiego latarnika. Szkoda.

Żegnamy wrocławskie krasnale

Z wrocławskimi krasnalami pożegnaliśmy się po obejrzeniu Panoramy Racławickiej, słynnego dzieła Jana Styki i Wojciecha Kossaka (naprawdę w tworzeniu obrazu brało udział aż dziewięciu artystów, ale Kossak i Styka mieli największy udział w pracach).

Dzieci na Panoramie Racławickiej.

Jej dobrym duchem jest skrzat Panoramik. Uściskaliśmy go serdecznie i liczymy na to, że przekaże nasze pozdrowienia reszcie swoich ziomków.

Krasnal Panoramek.

INFORMACJE PRAKTYCZNE


Przydatne linki:
– noclegi we Wrocławiu – tu
– aplikacje do wyszukiwania krasnali – tu
– Bazylika św. Elżbiety – tu
– zwiedzanie Uniwersytety Wrocławskiego – tu
– Herbaciarnia Targowa – tu
– Katedra św. Jana na Ostrowie Tumskim – tu
– Ogród Botaniczny – tu
– Panorama Racławicka – tu

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *