Zaczarowane Wzgórze przyciąga jak magnes!

Zaczarowane Wzgórze przyciąga jak magnes!

ANIA OPOWIADA O SWOIM ULUBIONYM MIEJSCU

Z naszą Anią nie ma łatwo! Na większość wycieczek kręci nosem i chociaż ostatecznie zawsze się z nami wybiera, to trochę nas to wszystkich kosztuje 😉 . Jest jednak takie miejsce, gdzie Ania chce jechać zawsze. To Zaczarowane Wzgórze – leżący u stóp Beskidu Wyspowego ośrodek jazdy konnej. Przeczytajcie!

Jak trafiłam na Zaczarowane Wzgórze

Wszystko się zaczęło w pierwszej lub drugiej klasie, kiedy pojechałam na wycieczkę klasową na Zaczarowane Wzgórze. Było super! Cały dzień bawiliśmy się na polu. Zwiedziliśmy także mini zoo. Każdy miał jazdę konną, ale wtedy mnie to jeszcze nie interesowało.

Wakacje na Zaczarowanym Wzgórzu

Historia rozpoczęła się znowu, gdy z moją najlepszą przyjaciółką zaczęłyśmy się interesować końmi. Zapisałyśmy się wtedy na obóz konny na Zaczarowanym Wzgórzu, zaraz po zakończeniu roku szkolnego. Na obozie było wiele gier sportowych (na przykład świetlik i zbijak), no i oczywiście jazdy konne. W ciągu tygodnia miałam osiem godzin jazdy. Zajmowaliśmy się również strzelectwem. Z łuku strzelaliśmy w wąwozie tuż obok pastwiska koni. Można także było strzelać z dmuchawki i procy. Mnie niestety udało się postrzelać tylko z łuku, bo musiałam iść na jazdę. Na obozie był też wieczór filmowy. Oglądaliśmy na nim film o koniu wyścigowym Ruffian. Oprócz wieczoru filmowego były także dwie dyskoteki, na których tańczyliśmy do Just dance.

Zaczarowane Wzgórze „wciąga”…

Gdy wróciłam z obozu stwierdziłam, że na pewno jeszcze wrócę na Wzgórze w następnym roku. Udało mi się jednak wrócić znacznie wcześniej! We wrześniu zadzwoniła do mnie koleżanka z propozycją sobotnio-niedzielnego biwaku na Zaczarowanym Wzgórzu. Pojechałam na ten biwak w ramach prezentu urodzinowego od rodziców. Oczywiście było na nim mniej jazd, ale był równie fajny jak obóz. Ja miałam dwie godziny jazdy ponieważ byłam w grupie kłus, a koleżanka z galopu miała trzy godziny. Jeździłyśmy także w terenie! Poza tym na biwaku mieliśmy dyskotekę, śpiewanie piosenek przy ognisku i grę świetlik. Kiedy ktoś musiał się czegoś nauczyć lub odrobić lekcje na poniedziałek to zamiast dyskoteki i śpiewania uczył się w pokoju.

Ach te biwaki…

Byłam jeszcze na biwaku grudniowym, tym razem z czterema koleżankami. Tutaj z jazdami było tak samo; grupa kłusująca lub stępująca miała 2 godziny jazdy, a galopująca 3 godziny. Tym razem zamiast zwykłej jazdy była „dosiadówka” i jeździliśmy bez strzemion. Na biwaku grudniowym nie byłam zadowolona z mojej grupy jeździeckiej, bo osoby w grupie były na rożnym stopniu zaawansowania. Dostałyśmy dwie stępujące dziewczynki i jazdy były dostosowane bardziej do nich – prawie w ogóle nie kłusowałyśmy. Popołudniu i wieczorem zamiast dyskoteki i śpiewania było przygotowywanie karmy i karmienie koni, robienie pierniczków i kino nocne. Gdy skończyliśmy robić pierniczki… na jednym z koni przyjechał Święty Mikołaj! Dostaliśmy piękne kalendarze z zdjęciami dwunastu koni ze Wzgórza.

Kolejne wakacje też na Wzgórzu!

W tym roku także jadę na Wzgórze na wakacje, ale tym razem na dwa turnusy! Będę już w grupie galopującej!

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Informacje o Zaczarowanym Wzgórzu można znaleźć tu – na stronie internetowej ośrodka.

2 Replies to “Zaczarowane Wzgórze przyciąga jak magnes!”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *