Czerwone Wierchy zamiast kolejki na Giewont

Czerwone Wierchy zamiast kolejki na Giewont

CZTERY DWUTYSIĘCZNIKI ZA JEDNYM ZAMACHEM

Tak to jakoś wychodzi, że sytuacja i warunki na szlaku dosyć często rewidują nasze starannie opracowane plany tatrzańskiej wycieczki. Tak było, gdy zamiast na Trzydniowiańskim Wierchu wylądowaliśmy na Ornaku. Tak było, gdy wylazłam na Grzesia zamiast spacerować Doliną Chochołowską i podziwiać krokusy. Nie inaczej było i tym razem – zamiast stać w kolejce, by wejść na Giewont, zdecydowaliśmy się przejść przez wszystkie cztery Czerwone Wierchy. Posłuchajcie relacji Kuby z tej dynamicznie rozwijającej się wycieczki 🙂 .

My tu tylko szukamy szarlotki!

Początkowo plan wycieczki obejmował jedynie wejście na Kopę Kondracką, a potem przejście przez Giewont i zejście do Zakopanego. Wyruszyliśmy więc z Krakowa o świcie, aby najpierw dojechać do Zakopanego, a potem rozpocząć wejście o w miarę wczesnej porze. Zaparkowaliśmy przy Rondzie JPII, stamtąd doszliśmy do Kuźnic i spod dolnej stacji kolejki na Kasprowy Wierch zaczęliśmy wędrówkę niebieskim szlakiem. Na początku doszliśmy do Hotelu Górskiego na Kalatówkach i tu przyszła pora na pierwszy postój.

Kalatówki

Mieliśmy wielką ochotę na szarlotkę, ale niestety okazało się, że serwują ją dopiero od 10:00. Zadowoliliśmy się zatem filiżanką herbaty i ruszyliśmy dalej obserwując wagoniki kolejki linowej kursujące pomiędzy Kuźnicami i Kasprowym Wierchem.

Polana Kalatówki

Słońce było coraz wyżej na niebie i robiło się coraz cieplej, więc zdjęliśmy bluzy. Kolejny postój zrobiliśmy w Schronisku na Hali Kondratowej.

Schronisko na Hali Kondratowej

Tu z kolei zamiast szarlotki mieli tylko piernik, więc wbiliśmy jedynie pieczątki do książeczek GOT i po łyku wody podreptaliśmy dalej Doliną Kondratową, zmieniając szlak na zielony.
Najpierw szliśmy niemal płaskim dnem Doliny Kondratowej, pośród kwitnącego na różowo rdestu.

Dolina Kondratowa

Potem zaczęliśmy powoli podchodzić zakosami na Kopę Kondracką. W pewnym momencie wrażenie ciepła zniknęło bez śladu, zaczął dmuchać silny i lodowaty wiatr, który towarzyszył nam już przez większość tej wędrówki.

Podejście na czerwone Wierchy z Doliny Kondratowej

Zaraz trzeba było wyciągać z plecaka bluzy, dopinać nogawki do spodni i szykować buffy, by zasłonić uszy. Po krótkiej chwili weszliśmy na grań osiągając Przełęcz pod Kopa Kondracką (1863 m n.p.m.).

Na Kopie Kondrackiej

Wszystkie Czerwone Wierchy? Nieee, najwyżej na Małołączniak, a potem na Giewont

Ponieważ do tej pory droga nie była ani tak długa, ani tak męcząca, jak mi się wydawało, gdy siedziałem przed mapą turystyczną, postanowiliśmy wejść na Kopę Kondracką (2005 m n.p.m.) i iść dalej czerwonym szlakiem na Małołączniak (2096 m n.p.m.). Stamtąd chcieliśmy wrócić przez Giewont lub ewentualnie zejść Doliną Małej Łąki.

Podejście na Kopę Kondracką

Podejście na Kopę nie zajęło nam więcej niż 15 minut. Tam usadziliśmy się wygodnie i długo podziwialiśmy widok na Giewont. Z tej perspektywy wyglądał zupełnie inaczej niż pocztówkowy Śpiący Rycerz widziany od strony Zakopanego.

Na Kopie Kondrackiej
Widok na Giewont z Kopy Kondrackiej

Schodząc z Kopy Kondrackiej na Małołącką Przełęcz straciliśmy całkiem sporo wysokości. Na Przełęczy dmuchało jeszcze bardziej. Mieliśmy tam okazję zobaczyć ładne żółte i fioletowe kwiatki.

Czerwone Wierchy. Widok na Giewont.
Kwitnące hale

Wczesnym latem kwitnące hale nie naprowadzają na trop wiodący do rozszyfrowania nazwy masywu Czerwonych Wierchów. Na podpowiedź trzeba poczekać do późnego lata lub jesieni, kiedy rudziejący sit skucina pokoloruje zbocza na odpowiadający tej nazwie kolor.

Podejście na Małołączniak

Gdy mozolnie odrobiliśmy utraconą wysokość i doszliśmy na szczyt Małołączniaka, w dole zobaczyliśmy czarny, cienki wężyk na Giewoncie – to była kolejka ludzi, którzy czekali na wejście na szczyt. Nie bardzo chciało nam się stać w tym ogonku. Chyba nie po to przyjeżdża się w góry… A ponieważ wejście na Małołączniak bynajmniej nie odebrało nam sił i chęci do dalszej wędrówki, stwierdziliśmy, że spróbujemy przejść przez wszystkie cztery Czerwone Wierchy.

Małołączniak

O powrót do samochodu postanowiliśmy się na razie nie martwić, a rozległa panorama, jaka rozciągała się przed nami ze szczytu, tylko utwierdziła nas w słuszności tej decyzji.

Czerwone Wierchy. Małołączniak.

Kolejne Czerwone Wierchy – Krzesanica i Ciemniak

Z Małołączniaka ruszyliśmy w stronę najwyższej w masywie Krzesanicy (2122 m n.p.m.). Ogromne wrażenie zrobiły na mnie jej dolomitowo-wapienne, ostro „krzesane” zerwy, opadające na północ, do Doliny Mułowej. Chyba nie chciałbym tu pobłądzić we mgle, tym bardziej, że szlak na Ciemniak wiedzie właśnie skrajem tej przepaści.

Czerwone Wierchy. Krzesanica.
Czerwone Wierchy. Północne stoki Krzesanicy.
Zerwy Krzesanicy

Zaciekawiły nas także kamienne kopczyki, których była tu cała masa. Nie wiem dlaczego ludzie je tu stawiają. W tym wypadku nie jest to na pewno oznaczenie szlaku, raczej chyba zabawa. W każdym razie drzemie się pośród nich znakomicie 😉 .

Kopczyki kamienne na Krzesanicy
Relaks na Krzesanicy

Po krótkiej regeneracji wyruszyliśmy w stronę ostatniego z Wierchów – Ciemniaka (2096 m n.p.m.). Przełęcz Mułowa, pomiędzy Krzesanicą a Ciemniakiem, jest tak płytka, że przeszliśmy przez nią zupełnie jej nie zauważając.

Krzesanica

Na Ciemniaku również przysiedliśmy na chwilę. Obserwowaliśmy, nawet z całkiem bliska, dwa kruki, które latały w tę i we w tę, zapewne w poszukiwaniu jakiejś zdobyczy upuszczonej przez turystów.

Kruk na Ciemniaku

Raz po raz zerkaliśmy także w stronę Krzesanicy, która z Ciemniaka prezentuje się niezwykle efektowanie.

Krzesanica widziana z Ciemniaka

Widok na otoczenie Doliny Kościeliskiej i majaczące w oddali Tatry Wysokie też jest niczego sobie 😉 .

Panorama z Ciemniaka

Potem przyszedł czas na zejście do Doliny Kościeliskiej. Wybraliśmy drogę czerwonym szlakiem przez Twardy Grzbiet, Chudą Turnię i Piec.

Czerwone Wierchy - zejście z Ciemniaka

Powrotna marszruta trochę nam się dłużyła, ale cieszyliśmy jeszcze oczy rozciągającą się przed nami i za nami panoramą.

Krzesanica z Ciemniaka

Szczególnie malowniczo prezentował się widok spod szczytu Ciemniaka na Wysoką Turnię i Kominiarski Wierch.

Wysoka Turnia z Ciemniaka
Widok na Kominiarski Wierch z Ciemniaka

Ale niżej też było ciekawie.

Droga na Czerwone Wierchy. Piec.

Gdy dotarliśmy do Kir okazało się, że z powrotem do Zakopanego nie mieliśmy najmniejszych problemów. Sieć komunikacji busowej działa tu bez zarzutów i w przeciągu 40 minut dotarliśmy na parking do naszego auta.

Więcej informacji o naszych wycieczkach w TATRY znajdziecie tu.

INFORMACJE PRAKTYCZNE

Dojazd

Zakopianką z Krakowa do Zakopanego, do Ronda Jana Pawła II.

Parking

Zaparkowaliśmy przy rondzie Jana Pawła II (ul. Bronisława Czecha), na parkingu miejskim. W tygodniu parking jest płatny. Opłatę należy uiścić w parkomacie. Koszt całodziennego postoju to 22,90 PLN (lipiec 2021 r.).
Szczegółowe informacje o opłatach na parkingach miejskich w Zakopanem znajdziecie tu.

Opłaty

Wstęp do TPN
Punkt poboru opłat za wstęp do TPN znajduje się tuż przed Kalatówkami. Cennik dostępny jest tu.
Dla rodzin posiadających ogólnopolską Kartę Dużej Rodziny wstęp gratis.

Powrót z Kir na parking
Z Kir na parking dojechaliśmy dwoma busami.
Bus: Kiry – Aleje 3 maja – 6 PLN/os.
Bus: Aleje 3 maja – Rondo Jana Pawła II – 4 PLN/os. (lipiec 2021 r.)

Trasa

Kuźnice – Klasztor Albertynek – Hotel Górski PTTK Kalatówki – Polana Kalatówki – Schronisko PTTK na Hali Kondtarowej
Schronisko na Hali Kondratowej – Przełęcz pod Kopa Kondracką
Przełęcz pod Kopą Kondracką – Kopa Kondracka – Małołaczniak – Krzesanica – Ciemniak – Chuda Przełączka – Zahradziska
Zachradziska – Kiry

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.